Archiwa tagu: Złość

Czym są emocje destrukcyjne?

Emocje destrukcyjne, to takie, które są szkodliwe dla nas samych i dla innych. Określenie „szkodliwe” zawiera w sobie niuanse, które w zależności od stopnia emocji i okoliczności czynią to, co wydaje się szkodliwe, w rzeczywistości nie musi przynosić w rzeczywistości takiego skutku.

Emocje destrukcyjne oprócz swojego charakteru maja też czynniki towarzyszące:
- wydarzenia
- źródła genetyczne
- funkcjonowanie mózgu
- inne

Są przyczyną przykrości o zróżnicowanym nasileniu, albo wręcz cierpień.
Myśli wciąż krążą wokół danego tematu, a jednocześnie ogranicza się obszar postrzegania go. Sprzyja to popełnianiu błędów, bo ocena sytuacji i informacji nie jest obiektywna w danej rzeczywistości. Prowadzi to niskiego poczucia własnej wartości, albo skrajnie do nadmiernej, a nieuzasadnionej pewności siebie.

zbita szyba
Przykładem może być zazdrość, która powoduje doszukiwanie się dowodów zdrady, także tam, gdzie obiektywnie biorąc wcale ich nie ma. Umysł produkuje wówczas uzasadnienie dla podejrzeń i emocje, które mogą doprowadzić nie tylko do drobnych nieporozumień, czy scen zazdrości, ale wręcz pogrzebania prawdziwych i szczerych uczuć z obu stron.
Do destrukcyjnych emocji zaliczane są także: smutek, gniew, złość, żal wstyd i poczucie winy, poczucie krzywdy.

Aby przezwyciężyć ten rodzaj emocji trzeba:
- dokonać ich identyfikacji ( co nam szkodzi ?)
- uświadomić sobie ich przyczyny
- określić szkodliwe skutki

Dopiero wówczas można poszukiwać lekarstwa.
Czasami będzie nim normalny lek, a w innych przypadkach terapia, psychoterapia, albo medytacje, refleksje albo relaks.
Rozwiązanie problemu destrukcyjnych emocji jest nieuchronnie powiązane z filozofią oraz indywidualnym punktem widzenia, ale na tle konkretnej kultury, a w wielu przypadkach nawet religii.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)

Zazdrość o rodzeństwo

rodzinka w domuKiedy w rodzinie pojawia się nowa, malutka osóbka zmienia się rytm dotychczasowego życia. Jeśli to kolejne dziecko to trzeba pamiętać, że zawsze jest to ogromne przeżycie nie tylko dla rodziców, ale także dla starszego rodzeństwa.

Od różnicy wieku uzależnione jest nasilenie emocji i reakcji ze strony starszego brata lub siostry. Na początku zwykle przeważa zaciekawienie i gotowość do pomocy mamie przy noworodku. Prędzej lub później pojawia się, a raczej objawia nawet z dnia na dzień zazdrość o młodsze rodzeństwo.
Z psychologicznego punktu widzenia, to naturalne i nie ma tym nic niezwykłego. Przecież teraz dostępna na wyłączność mama obdarza swoim czasem, uśmiechem, zainteresowaniem, buziakami i przytulaniami jeszcze kogoś – to powód do poczucia niepewności, a także złości.
Buntownicze minki, piski, niegrzeczne zachowanie wobec członków rodziny, z objawami obrażenia to zwyczajna i powszechna reakcja maluchów i przedszkolaków. Dzieci w wieku szkolnym są już bardziej wyrozumiałe, a chociaż skrywają swoje niepokoje na ogół lepiej rozumieją sytuację i łatwiej godzą się z nią.

Ważne jest, aby rodzice podchodzili do zachowania starszego dziecka z wyrozumiałością i znajdowali czas razem lub osobno na pobycie z nim sam na sam. To utwierdza dziecko w odczuciu, że nadal jest ważne i kochane, a serce mamy i taty nie jest wyłącznie dla absorbującego płaczem i całym sobą malucha.
Bardzo ważna jest rola rodziców w kształtowaniu relacji rodzeństwa wraz z rozwojem. Konieczne jest niwelowanie wszelkich prób wykorzystywania pozycji dzieci wobec siebie i uzasadnienie konieczności korygowania niewłaściwych zachowań. Na ogół starsze dziecko ma tendencję do rządzenia, co wynika z przewagi intelektualnej. Z drugiej strony młodsze dziecko jest skore do wymuszania wszystkiego, czego pragnie płaczem, więc typowe jest nadużywanie zanoszenia się łzami dla przywołania mamy lub taty na pomoc. Z reguły rodzice zachowują się schematycznie i nie dochodzą przyczyn ani zasadności sporu pomiędzy dziećmi, lecz aby uciszyć płacz skłaniają starsze dziecko do ustąpienia.
Dobrze jednak z czasem dążyć do obiektywnego rozstrzygania sytuacji, zarówno ze względu na właściwą harmonię w rodzinie oraz elementarne poczucie sprawiedliwości, jako aspekt istotny w procesie wychowywania i kształtowania prawidłowych relacji z otoczeniem.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)

Powieść „ZŁOŚĆ” już w sprzedaży – jakie niesie przesłanie?


W dniu 23 maja, w warszawskim TRAFFIC club odbyło się spotkanie autorskie z Panią Magdaleną Miecznicką, z okazji pojawienia się w sprzedaży powieści „ZŁOŚĆ”, zapowiadanej niedawno nowości Wydawnictwa Literackiego.

Istotą przesłania powieści jest przekonanie o słuszności przemian wewnętrznych głównej bohaterki, z cierpiącej tożsamości skonstruowanej od dzieciństwa w poczuciu krzywdy na wyższość wobec występujących postaci starszego pokolenia oraz zasobniejszych przedstawicieli europejskiej i amerykańskiej społeczeności. Wyższość ta bezpośrednio wynika z oczytania i znajomości literatury, znajomości języków i inteligencji. Bohaterka zmienia się z grzecznej dziewczynki w pewną siebie i silną i ostrą kobietę.
Autorka wyraża przekonanie, że najwyższy czas obalić mit i powiedzenie, że „co nas nie zabije to nas wzmocni”, jako nieprawdziwy i szkodliwy, ponieważ usprawiedliwiający doznawane porażki.

Podczas spotkania wyjawione zostały kulisy powstawania książki. Fabuła oraz postacie, nie mają genezy autobiograficznej, stanowią więc twórczość fikcji literackiej, ukazującą bardzo interesujący i obiecujący potencjał Pani Magdaleny. Klarowność fabuły, różnorodność postaci toczących między sobą dyskusje na zwyczajne tematy oraz malowniczość i piękno francuskiej riwiery, jako tła toczącej się akcji powodują, że nasuwa się myśl o doskonałym materiale na film. Jednak zamysłem Pani Magdaleny było raczej stworzenie dobrej, wciągającej powieści, jako rozrywki w przeciwwadze do filmów, które przekształciły już rzesze czytelników w znacznie łatwiejszą rolę widzów.

Książka oraz autorka wzbudzają spore zainteresowanie, które jest efektem prezentowania bardziej dojrzałej postawy młodego pokolenia Polaków, czujących się równoprawnymi obywatelami Europy. Pozbawieni polskiego kompleksu, wynikającego z położenia geo-politycznego oraz ekonomicznego są zdolni do wykorzystywania swojej indywidualności i wykształcenia, umieją kształtować właściwy dla naszych czasów światopogląd oraz całkiem dobrze odnajdować się we współczesnym świecie.

Można się spodziewać, że powieść „ZŁOŚĆ” odniesie wkrótce sukces. Celowo nie zdradzamy akcji - ciekawiej będzie zagłębić w jej klimat i psychologię.
Miejmy nadzieję, że czytelnicy odnajdą przyjemność w czytaniu oraz zechcą podzielić się na naszej stronie swoimi opiniami i refleksjami.

Zdjęcia ze spotkania znajdziesz tutaj

autor: Hanna Przybylska

 

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)

Wywiad z Magdalena Miecznicką, autorką powieści „Złość”


Z Panią Magda rozmawiała A.Zemanek z Wydawnictwa Literackiego

Pani Anna Zemanek: Bohaterka pani najnowszej powieści czyta ambitną literaturę i wydaje się bardzo dorosła, ale kiedy chce się przeciwstawić ojcu i pokazać mu, jak się naprawdę czuje, nie potrafi. Dlaczego?

Pani Magda Miecznicka: Marta ma kompleks grzecznej dziewczynki. To chyba dość typowe w naszym świecie. Dziewczynkom zawsze się mówi, że muszą się ładnie zachowywać, być delikatne, grzeczne, łagodne. Nie mówić brzydkich słów. Nie złościć się. Złość piękności szkodzi. Muszą pielęgnować w sobie cnoty dziecka. Kobietom nie pozwala się dorosnąć. Znam kobiety, którym ten przesąd łamie karierę - nie są w stanie zachować się tak twardo jak mężczyźni, bo musiałyby przestać być urocze. Moja bohaterka w końcu przechodzi jednak przemianę i staje się twarda.

Poza tym Marta z powodu swojej osobistej historii weszła w rolę skrzywdzonej dziewczynki. Pierwszym etapem dojrzewania będzie więc dla niej pokazanie samej sobie i innym, że też potrafi krzywdzić. Myślę, że takie przemiany i okrutne zabawy są charakterystyczne dla okresu dojrzewania.

A: To powieść o dojrzewaniu?

M: Oczywiście, między innymi. Ale dojrzewanie okazuje się bardziej skomplikowane, niż to się Marcie wydaje. Ostatecznie moja bohaterka zda sobie sprawę, że dojrzałością nie jest ani twardość taka, jaką reprezentuje jej ojciec, ani krzywdzenie innych. Prawdziwa dojrzałość jest zupełnie gdzie indziej.

A: Czy w ogóle można się wyzwolić z dziecięcych zranień? Czy też ciągle będziemy płacić za grzechy naszych rodziców?

M: W książce pada zdanie, że dojrzałość to życie tak, jakby nikt nas dotąd nie zranił - a więc jakby nie było żadnego dotąd. Do tego w końcu dochodzi Marta. Dojrzałość to życie bez resentymentu, bez pragnienia zemsty, bez załatwiania porachunków. Suwerenne - a nie w reakcji na coś, co nas dotknęło. W tym sensie dojrzałość jest faktycznie wyzwoleniem się od tego, co zrobili nam nasi rodzice - oczywiście to tylko ideał, najczęściej niedościgniony.

A: Ważnym tematem książki jest europejskość. Czemu ona służy?

M: Marta jest młoda, zna języki obce, należy do pokolenia, które ma szansę wychować się bez tzw. kompleksu polskiego - czyli bez kompleksu prowincji, który długo prześladował naszych rodaków. Relacje o tym kompleksie znamy z literatury - najsłynniejsze powstały zapewne pod piórem Gombrowicza i Mrożka. Ja naprawdę myślę, że ten kompleks się skończył - że wcale nie był metafizycznym elementem polskości, tylko rezultatem takiej a nie innej sytuacji polityczno-kulturowej. Marta nie ma żadnego kompleksu, czuje się Europejką i ta jej europejskość daje jej przewagę nad, po pierwsze, starszym pokoleniem Polaków, reprezentowanym przez ojca i jego żonę, i, po drugie, nad parą Amerykanów, którzy mają z kolei kompleks Europy - jak wielu Amerykanów. Europejskość to tożsamość, która w rozgrywkach symbolicznych może dawać przewagę i Marta umie to wykorzystać.

A: W książce możemy podziwiać całą galerię kobiecych sposobów na życie. Łatwiej w życiu "grzecznym" dziewczynkom czy wyzwolonym "złośnicom"?

M: O rety, nie wiem.

Maja jest upiornie słodką i trochę naiwną Amerykanką. To taki nieznośny, ale naprawdę istniejący styl. Karolina jest przekwitającą pięknością, kobietą bezdzietną, niepracującą, a przy tym niezbyt dobrze traktowaną przez apodyktycznego, realizującego się zawodowo męża. Ma dość puste życie i wydaje się, że próbuje jakoś tę pustkę zapełnić. Florence jest ostrą Francuzką, która z błyskotliwości i braku złudzeń uczyniła swoje credo. Z kolei Marta to, jak już wspomniałyśmy, zraniona dziewczynka, wrażliwa intelektualistka, która nie potrafi powiedzieć tego, co czuje. W efekcie pewnych zdarzeń Marta wyzwala się ze swojego kompleksu grzecznej i zranionej dziewczynki i ta jej przemiana kompromituje po kolei wszystkie inne bohaterki. Zdziera z nich maski i pokazuje fałsz ich sposobów na życie. Ostatecznie Maja okazuje się nieco mniej słodka, niż chciała się wydawać, o Karolinie dowiadujemy się, że jest w gruncie rzeczy całkiem zadowolona ze swojego pustego życia. Nawet projekt egzystencjalny Florence odsłania swoją miałkość i niedojrzałość. No a Marta z jednej fałszywej sytuacji ucieka w drugą. Żeby w końcu jednak dojrzeć i otrząsnąć się z obu - to taki happy end przez łzy.

Moje bohaterki wykazują nieskończoną inwencję, jeśli chodzi o sposoby samooszukiwania. Ta ludzka umiejętność zawsze mnie fascynowała.

A: Wrażliwość artystyczna widoczna w Złości przywodzi na myśl atmosferę z książek Margaret Atwood czy Alice Munro. Czy jest pani wielbicielką twórczości tych pisarek?

M: Tak! Jestem wielbicielką takiego sposobu pisania, który można nazwać bardzo ogólnie nowoczesnym realizmem obyczajowym. Literatury współczesnej, która jest głęboka, przenikliwa, niełatwa pod względem poruszanych problemów, ale w której jest też fabuła, akcja, postaci, nawet suspens. Mam ostatnio dość awangardy - zajmowałam się kiedyś teorią literatury, byłam krytykiem literackim i wszystkie te eksperymenty, które uczono nas podziwiać, po prostu mi się przejadły. Sto razy wolę dobrze napisaną wciągającą powieść niż nudę, choćby rewolucyjną pod względem formalnym.

Przy czym ten nowoczesny realizm, o którym mówię, nie jest w Polsce nurtem wiodącym. U nas pisarze mają często przeświadczenie, że muszą ciągle rewolucjonizować język i inne narzędzia pisarskie, że każda książka powinna być nowatorska formalnie. Literatura wysoka musi być hermetyczną zabawą konwencjami i językiem. Ja sama kiedyś chyba też tak uważałam. A teraz aż mi się ziewać chce, jak o tym myślę.

Fabuła, akcja, postaci, dramat etc. są w Polsce dopuszczalne tylko w literaturze "niskiej" - na przykład detektywistycznej. Dlatego znam kilku krytyków literackich, którzy z własnej woli czytają wyłącznie kryminały - bo to jedyne dostępne książki, w których coś się realnie dzieje. Oczywiście trochę przerysowuję. Ale chyba nie bardzo.

Na Zachodzie jest zupełnie inaczej. W świecie anglosaskim kwitnie ambitna proza obyczajowa - psychologiczna i społeczna - z naszej perspektywy dość konwencjonalna pod względem języka i kompozycji, i to wcale nie odbiera jej głębi. Tak piszą właśnie Atwood, Munro, Barnes, Bushnell, Amis, czasem Roth, tak pisał Updike i wielu, wielu innych.

Lubię też francuski sposób psychologizowania, szybki, precyzyjny i elegancki. Wprawdzie został on ostatnio we Francji nieco wyparty przez literaturę "pępkową", polegającą na babraniu się w "ja" autora, ale z pewnością wróci. Ta tradycja Saganki, a przedtem na przykład Gide'a, Stendhala i Flauberta, ciągle jest chyba tym, co najlepsze w literaturze znad Sekwany. Wbrew pozorom także niby niechętny psychologizowaniu Houellebecq właśnie tej tradycji zawdzięcza swoją precyzję.

Moim zdaniem najprzyjemniejsze w literaturze jest tworzenie postaci, które nie są nami, oraz napięć pomiędzy nimi. To daje niesłychane poczucie wolności - że można wyjść z siebie i stworzyć kogoś zupełnie innego. Ostatnio interesuje mnie to znacznie bardziej niż zabawa konwencjami i wydaje mi się, że bardziej interesuje też czytelników.

A: W powieści zabiera nas pani w podróż w piękne miejsca wzdłuż Lazurowego Wybrzeża. Czy prywatnie jest pani miłośniczką tamtych stron?

M: Tak, prywatnie spędziłam tam kilka miłych chwil. Na przykład pojechałam kiedyś do Nicei robić wywiad ze Sławomirem Mrożkiem i z tego pobytu, w samym środku zimy, pamiętam oślepiającą jasność i energię miasta.

A służbowo sądzę, że to wiarygodne miejsce na wakacje dla takiego bogacza jak Mariusz, ojciec Marty. Poza tym Lazurowe Wybrzeże daje wdzięczną scenografię dla powieści. No i jest jeszcze czynnik psychologiczny. Jak się siedzi w listopadzie na Mokotowie i pisze powieść, to ma się ochotę umieścić ją gdzieś, gdzie słońce wylewa się ze wszystkich zakamarków i ludzie jeżdżą na skuterach.

Premiera powieści już 10.maja. Fragmenty powieści przeczytasz na stronie Partnerstwo - tutaj

A Ty jakie pytania chcesz zadać Pani Magdzie?

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)